Occupy Warszawa: protest na skwerze przy Krakowskim

W systemie kapitalistycznym relacje pracownik – pracodawca polegają na tym, że pracodawca robi co chce.Objaśniał: – Relacje te trzeba obalić. Inaczej nic się nie zmieni. Gdybym ja nagle został prezesem banku, to nie wytrzymałbym albo stałbym się skurczybykiem. Taki po prostu jest kapitalizm. (za Occupy Warszawa: protest na skwerze przy Krakowskim).

Wydaje mi się, że rozumiem tych ludzi… czy jestem pewien – nie. Z jednej strony przyznaję, że wielu ludzi ma problem z utrzymaniem się. Z drugiej są oni niestety nie raz takimi samymi hedonistami jak Ci, w których widzą źródło swojego problemu. Powyższy cytat jest w moich oczach ilustracją tej tezy: ten człowiek dopuszcza wersję, w której sam staje tym „skurczybykiem”, najwyraźniej nie określił się ostatecznie. Czyżby jednak „punkt widzenia zależał i tu od punktu siedzenia”?

Problemem „tego świata” jest tyle kapitalizm jako taki, tak sądzę, co rozbudzona psychika konsumpcyjna. „Pakowanie ludzi w długi” by potem nimi rządzić nie odbywa się siłą, więc raczej mamy do czynienia z psychologią. Tej psychologii (czy może jej rozumienia jej przez fachowców od reklamy, wizerunku i budowania pożądania nowych rzeczy) używają „kapitaliści”. Błąka się tu, może ktoś zauważył, problem etyki biznesu, której po prostu w większości firm po protu nie widać, nie ma jej tam. Mamona dla inwestorów z jednej strony a hedonizm zatrudnianych menedżerów z drugiej czynią ich, tych menedżerów, najemnikami akcjonariuszy, którzy stale pragną więcej pieniędzy, ale nie chcą się pobrudzić ich nieetycznym zarabianiem.  Wystarczy mieć menedżera, którego najpierw wpakowało się w kredyt hipoteczny, a potem daje do zrozumienia, że jeśli nie będzie zadowalał zarządu czy rady nadzorczej, straci pracę. Widmo utraty twarzy przed rodziną, utraty mieszkania na kredyt oraz wystawnego życia na pokaz, czyni z takiego menedżera zwykłego niewolnika, rynkowego gladiatora.

Poza takimi są inne grupy: Ci którzy nie dali sobą zawładnąć oraz ci którzy sobie po protu z tym wszystkim i tych warunkach nie radzą. Ci pierwsi, niezarażeni materialistycznym podejściem do życia są raczej poza zasięgiem „kapitalistów”, są wręcz ignorowani bo jest ich mało i są niegroźni (na razie). Ci drudzy to doskonały materiał na „barany, które się strzyże a nie zabija, a najsłabsze giną same” (to niestety cytat z jednego z forów o biznesie).

W moich oczach brakuje właściwego prawa. Tak zwane „święte prawo własności” niestety podnosi do rangi świętości materializm. Nie wiem czy to prawo to jest dobre czy złe, ale mam wrażenie, że skoro Ci „właściciele” żyją w społeczeństwie to ono ma prawo być druga świętością. Jak to pogodzić?

Reklamy